Praca z domu, wirusy i fejk niusy

Jeśli można w ogóle mówić o plusach obecnej sytuacji, to powiem ostrożnie, że jednym z nich będzie z dużym prawdopodobieństwem rewolucyjna zmiana podejścia do pracy zdalnej, a tym samym do pracy w ogóle. Będzie to zmiana w myśleniu na niespotykaną dotąd, bo prawie ogólnoświatową, skalę. Mam też cichą nadzieję, że będzie ona trwała.

Praca z domu

Uczelnie i firmy przechodzą właśnie przyspieszony kurs nauki i pracy w warunkach rozproszonych, korzystając z doświadczeń organizacji, które przecierają szlaki w tym obszarze już od jakiegoś czasu. Krzywa innowacji w organizowaniu pracy zdalnej dostaje właśnie solidnego kopa z prawej strony i co napawa optymizmem, okazuje się, że „dasie” i nawet jest efektywnie.

Źródło obrazka: Jurgen Appelo z Flickr

Przy okazji wymuszonych przez koronawirusa zmian wraca temat efektywności pracy zdalnej. Wyższość pracy face-2-face nad pracą zdalną to prawie święty aksjomat w agile’owej społeczności (z którym, co warto podkreślić, często absolutnie nie zgadzają się developerzy). Intuicyjnie to ma sens, psychologia potoczna i „chłopski rozum” wydają się wspierać założenie, że komunikacja bezpośrednia, przy dużej tablicy czy flipcharcie jest efektywniejsza niż komunikacja za pomocą nowinek technologicznych. Ale czy zawsze tak jest?

Jedno czego mnie na pewno nauczyły ostatnie trzy lata studiowania psychologii to: „nie ufaj psychologom”, „to zależy”, „rzeczywistość jest bardziej złożona, niż podpowiada nam to nasza intuicja, niż pojedyncze badania empiryczne, a nawet metaanalizy wielu badań”.

Mówiąc o niskiej efektywności pracy zdalnej, często pomija się fakt, że większość obserwacji i dotychczasowych badań porównawczych dotyczy pokoleń, które technologii się raczej uczyły, niż dorastały, będąc przez nią otoczone. Na rynek pracy dopiero zaczynają wchodzić roczniki, które wychowywały się ze smartfonem w ręku i dla których np. wyrażanie emocji za pomocą technologii jest prawie tak naturalne, jak oddychanie.

Drugim ważnym, a często ignorowanym aspektem jest to, że technologia daje wielu osobom komfort i poczucie bezpieczeństwa, którego nie są w stanie uzyskać w tradycyjnych biurach. Tym samym praca zdalna odblokowuje ogromny potencjał kreatywności osób, które z wielu różnych powodów, pracując w tradycyjnym biurze, nie mogą być tak efektywne, jak by chciały.

Wirusy i fejk niusy

W chwilach takich jak ta sceptycyzm naukowy i krytyczne myślenie jawią się silniej niż zwykle także jako postawy etyczne. Rozpuszczając wśród znajomych internetowe łańcuszki ze złotymi radami kuzynki szwagra, co to zna lekarza z Wuhan czy doszukując się przyczyn choroby w nierozwiązanych konfliktach wewnętrznych 🤦‍♂️, marnujemy czas i zasoby poznawcze innych osób.

Ten czas i zasoby nasi bliscy mogliby zamiast tego, wykorzystać na zapoznanie się z rzetelnymi informacjami na temat wirusa i środków zapobiegawczych.  Oczywiście zaraz ktoś powie „ale każdy jest dorosły i sam wybiera co czytać a co olać”. Można tak myśleć, ale trzeba zignorować wszystko, co wiemy na temat tego, jak nieracjonalnie zachowują się dorośli ludzie poddani silnym emocjom. Pół biedy, jeśli taką postawę przyjmie Twój szwagier albo jakiś anon z internetów, dużo gorzej, jeśli będzie to autorytet naukowy czy lider opinii o ogromnych zasięgach.

Wracając jeszcze na koniec do pracy zdalnej, chciałbym mocno podkreślić, w jak komfortowej sytuacji jestem. Praca. Z domu. To. Przywilej. Jeśli mamy możliwość pracy zdalnej to skorzystajmy z niej. Nie dla wygody, ale z szacunku dla tych, którzy takiej opcji nie mają. Istotą efektywnego przeciwdziałania epidemii jest dziś spowolnienie rozprzestrzeniania się wirusa i niedopuszczenie do przytkania się szpitali.

Bardzo bym nie chciał, żeby z powodu mojej lekkomyślności, ktoś nie mógł w przyszłym roku obchodzić Dnia Babci. Także, trzymajcie się w tych home office’ach 🖖